Sobota, 15 października
Jest sobotni wieczór. Miałam być w pokoju wrocławskiego hotelu i świętować wspólnie z Lubym naszą rocznicę ślubu. A gdzie jestem? W busie, w drodze powrotnej do domu. Trzęsie straszliwie a pani kierowca, albo kierownica - bo różnie mówią - ma ciężką nogę. To dobrze, bo bardzo mi się śpieszy. Luby musiał być dziś w pracy, więc w podróż do Wrocławia wybrałam się sama. Teoretycznie, bo na przystanek, z którego miałam odjeżdżać podjechał pan Zet. Ale od początku.
Bolą mnie oczy od patrzenia w monitor i kręgosłup od siedzenia przed biurkiem w pracy. Jestem umęczona i zamierzam marudzić. Zmiana trybu życia - w dodatku na takim poziomie jest ciężka do zniesienia. Rano jest mi bardzo ciężko się dobudzić a nie mówię o tym, by się wyszykować i wyglądać porządnie - jak na pracownika urzędu przystało. Więc codziennie skracałam sobie rano sen, by w końcu dostosować odpowiedni czas na wyszykowanie się i wypicie kawy w spokoju. Udało się w piątek i to miał być dobry dzień. I był do momentu, w którym nie odbyłam rozmowy telefonicznej z panem Zet i dopóki Luby nie napisał mi smsiaka, że musi iść w sobotę do pracy. Ale do rzeczy.
Według planu miałam jechać z Lubym i mieliśmy świętować rocznicę, tak jest! Niech żyje spontaniczność! Luby musiał iść do pracy a więc byłam zmuszona odbyć tą podróż sama a ściśle rzecz ujmując w aucie mojego Profesora ze studium, pana Zet, i oczywiście, że w jego towarzystwie. Czułam się dziwnie na przystanku, kiedy podjechało auto, w którym otworzyły się drzwi od strony pasażera i wszyscy stojący usłyszeliśmy " Zapraszam ". Oczywiście poznałam kierowcę i żeby się przedłużać tej żenującej sytuacji od razu wsiadłam, nie zwracając uwagi na innych czekających na autobusy. A, że szybko się potrafię zdenerwować, zamiast ślicznie podziękować za możliwość spędzenia tejże podróży na wygodnym siedzeniu odrazu podniosłam głos: - Chce mi pan powiedzieć, że przypadkowo przejeżdżał obok przystanku i mnie zauważył?! - wypaliłam. Roześmiał się. - To nie jest śmieszne! - dodałam tak zirytowana i gotowa wysiąść w trakcie jazdy. - Nie, nie przejeżdżałem przypadkowo. O ile mnie pamięć nie myli sama i pani powiedziała o tym, że uda się do Wrocławia autobusem - oderwał wzrok od drogi i spojrzał w moją stronę - Ja? Nic podobnego... - dodałam już z niepewnością w głosie. - Dobrze, proszę sobie zatem przypomnieć naszą wczorajszą rozmowę przez telefon pani Fado i proszę się nie stresować, na prawdę. Nie chciałbym żeby czuła się pani niekomfortowo. Milczałam. W głowie próbowałam odszukać wspomnienia tej rozmowy, ale jej ból skrupulatnie mi to uniemożliwiał. Zamknęłam oczy zupełnie nie wiedząc kiedy, usnęłam.
Żenujące co? Oj bardzo! Zaśnięcie przy obcym mężczyźnie może tylko oznaczać, że kobieta czuje się w jego towarzystwie bezpiecznie.
Rozbudził mnie zapach kawy tak intensywnej, świeżo parzonej. - Mam dwie, czarna bez cukru i z mlekiem i cukrem - wyciągnął w moim kierunku oba kubki. - Przepraszam, miałam kiepską noc, wygodne siedzenie i ból głowy... nawet nie wiem kiedy... - próbowałam się tłumaczyć, na bank byłam czerwona na ryjku. O raju! Ale sytuacja, dziewczyny będą pękać ze śmiechu. Dość, że cały świat wie, że jestem śpiochem to jeszcze teraz... - Nic się nie stało, na szczęście tylko trochę pani chrapała i dało się prowadzić auto spokojnie - odpowiedział poważnym tonem odwracając ode mnie wzrok. O kurwa! Ja chrapałam! To się nie dzieję! Wdech wydech - pomyślałam i szybko sięgnęłam po kubek ze słodką kawą i zamierzałam wyjść na powietrze, zupełnie nie wiedząc jak mam zareagować. Było mi jednocześnie wstyd, gorąco i czułam, że zaraz się zapadnę pod ziemię.
Od tamtej pory do pożegnania na przystanku w drodze powrotnej nie odzewaliśmy się do siebie prywatnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Cześć! Dziękuję, że znalazłaś/eś czas by zajrzeć do mnie. Mam nadzieję na kolejne wizyty. Pozdrawiam. Daga