piątek, 19 stycznia 2018

20. Rozdział dziewietnasty

W myślach ciągle słyszę dźwięk dzwonka z mojego telefonu. Ta melodia mnie drażni, zaczynam mieć jej serdecznie dość. Mobilizuje mózg, by wybrał sobie inną nutkę. No dalej! Tyle ich znasz Fado a teraz jak na złość, żadna nie może ci się przypomnieć - karcę się w myślach.
Jest mi nie wygodnie. Próbuje zmienić pozycję na łóżku i po chwili dochodzi do mnie, że kurde blaszka. Mogę się przewrócić na drugi bok!  Mam wolne ręce i nogi. I co najlepsze mogę otworzyć oczy, mało tego! Widzę bo nie mam opaski na oczach.
Z radości choć bardziej jest to euforiia wyskakuje z łóżka rozglądając się po pokoju. Wygląda na sypialnie. Łóżko, na którym leżałam jest ogromne. Obok stoi stolik z lampką i stos książek. Na przeciw łóżka stoi szafa z lustrzanymi drzwiami. Eureko! Drzwi. Juz chce biec i je otworzyć. Uciec. Czuje, że zaczyna mi się kręcić w głowie. Więc siadam na łóżku, biorę kilka głębokich wydechów. Pamiętam jakby przez mgłę co się stało. Ostatnia myśl dotyczy moich notatek. Wstaje i podchodzę do drzwi. Naciskam klamkę a intuicja podpowiada mi, że otworze je. I tak się dzieje! Wychodzę na przedpokój. Głucha cisza. Na lewo łazienka, drzwi są uchylone. Na końcu małego korytarza drzwi wejściowe. Po prawej stronie salon z telewizorem, kanapą i dużą biblioteczką. W rogu, obok - jak się okazało zapełnionego winami barku, na komodzie leży gramofon, przy którym jest stojak z płytami. Pokaźna ilość. Próbuje zagwizdać. Ale nigdy nie umiałam i teraz również mi nie wychodzi.
Mój żołądek podpowiada mi, by zajrzeć do kuchni... co też czynię. Na kuchence w rondelku coś jest. Jeszcze ciepłe. Obok leży kartka " risotto z suszonymi pomidorami ". Napełniam nim miseczkę, wracam do salonu by sprawdzić czy gramofon to nie atrapa. Kiedy wybrzmiewają pierwsze dźwięki mój pęcherz daje o sobie znać, więc czym prędzej udaje się do łazienki. Ogromna, urządzona w ciemnych kolorach. Takie łazienki zawsze mi się bardzo podobały. Jest wanna. Prysznic. Ale dość zwiedzania! Sikaj Fado! - pospieszam się w obawie przed wystygniętym risotto.
Na szczęście jest jeszcze ciepłe. Siadam wygodnie na kanapie a w zasadzie zapadam się w nią i kęs za kęsem opróżniam miseczkę, słuchając ulubionych utworów. Przychodzi mi nawet przez myśl, że zaraz wstanę. I pójdę w kierunku drzwi wejściowych. Ale zasypiam, bo tak mi wygodnie na kanapie i  tak mi ciepło w brzuszku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cześć! Dziękuję, że znalazłaś/eś czas by zajrzeć do mnie. Mam nadzieję na kolejne wizyty. Pozdrawiam. Daga