Już chciałam sięgnąć po telefon, by zadzwonić do pana Zet i jednak upewnić się, czy aby nie znalazł czasem czegoś w samochodzie. Ale oprzytomniałam - przecież jutro mam zajęcia w południe, po prostu zapytam go o nie w szkole. Nie!! - zajrzałam w plan zajęć, nie mamy jutro wspólnych zajęć! Niech to szlak.Co robić, co robić. Zadzwoniłam do Mag i poradziła mi jednak wykonać telefon, to ważne materiały i nie powinny trafić w niepowołane ręce. - Ok, zrobię jak mi radzisz Mag, dzięki - powiedziałam rozłączając się. Czwarta lampka wina, w głowie mi się kotłowało, czułam adrenalinę bo za pół godziny miał wrócić Luby a przy nim wykonanie telefonu nie mogło się odbyć. Raz kozie śmierć - pomyślałam, kiedy wybrzmiał pierwszy sygnał.
- Pani Fado, dobry wieczór - usłyszałam mocny ton głosu swojego wykładowcy. - Tak, dobry wieczór, przepraszam za porę, ale dzwonię w ważnej sprawie, czy mogę zając panu pięc minut? - spytałam rzeczowo, choć teraz sama się sobie dziwię, że nie plątał mi się język. A może plątał, tylko nie byłam w stanie tego opanować, po takiej ilości wina zrobiło mi się po prostu fajnie.- Oczywiście, czym mogę służyć. Czy coś się stało? - dopytywał. - Powiem wprost! - odparłam. - Szczerość w cenie pani Fado - wszedł mi w słowo. - Słucham? Nie ważne! Chodzi o to, że zapodziały mi się notatki z pańskiej firmy, w zasadzie to zaginęły razem w dyktafonem. - kontunuowałam. - Coś takiego! Jak to się mogło stać? Czy przeszukała pani wszystkie miejsca w domu, gdzie mogłyby się znajdować? - zaczął mnie pouczać. Nie cholera! Czekam aż sam mi każesz to zrobić - oho! moja głowa podsuwa mi brzydkie myśli. - Oczywiście, że tak! - troszkę się uniosłam - zrobiłam to kilka razy, ale ich nie ma! Pomyślałam... jeśli to nie problem, czy mógłby pan sprawdzić w swoim aucie na tylnym siedzeniu. Zostawiłam tam torbę, kiedy udaliśmy się na spacer - ciągnęłam. O matko! Gdyby Luby to słyszał! Spacer, jaki spacer - już oczami wyobraźni widzę jego oburzenie. - Coś takiego! Niestety auto od niedzieli jest u mechanika we Wrocławiu. - i tu zaczął mi opowiadać o rozrządzie, pasku napinającym i tym podobnych - A ja jestem w tej chwili w Poznaniu na warsztatach biznesowych, wracam dopiero po weekendzie - uświadomił mnie w jak bardzo hujowej sytuacji się znalazłam. Z wrażenia aż usiadłam. - Aha, co za pech - powiedziałam zrezygnowana - nawet nie jesteśmy w stanie sprawdzić, czy notatki tam są... - posmutniałam na prawdę, chciało mi się płakać, ale to pewnie przez ilość wypitego winka.- Dziś już jest późno, ale proszę mi dać czas jutro do południa zanim zacznie pani zajęcia, zobaczę co się da zrobić w tej kwesti. Pani Fado, proszę się nie martwić na zapas, na prawdę. Nie chciałbym, żeby czuła się pani w jakimś stopniu winna, wszystkie informacje może pani zebrać jeszcze raz, oczywiście zakładając, że notatek nie ma w aucie. - próbował mnie uspokoić i chyba nawet mu się to udało. - Tak, ma sens to, co pan mówi. Dziękuję. Cóż, w takim razie będę czekać jutro na informację. Do widzenia - pożegnałam się.W tym samym momencie klucz w zamku się przekręcił i Luby wszedł do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Cześć! Dziękuję, że znalazłaś/eś czas by zajrzeć do mnie. Mam nadzieję na kolejne wizyty. Pozdrawiam. Daga