A póki co, niecierpliwie zaglądałam do telefonu oczekując telefonu od pana Zet w wiadomej sprawie. Siedząc już w autobusie zrobiłam sobie selfi z kubkiem kawy, wysyłając je dziewczynom, które zapewne o tej porze jeszcze smacznie spały. Ułożyłam już sobie awaryjny plan nastawiając się na najgorsze, czyli zagubienie notatek i ponowny wyjazd do Wrocławia.
Nie mogłam się skupić. Pierwsze zajęcia to ekonomia, jak robot przepisywałam z rzutnika notatki do zeszytu, będąc na sali tylko ciałem. Punktualnie o czternastej ktoś wszedł do sali. Zajęta własnymi myślami nawet nie zauważyłam, że nie kto inny tylko... pan Zet! Co do cholery! - pomyślałam wcale nie lekko zaskoczona - Poznań i szkolenie biznesowe więc co on tu robi?! Wywołał babeczkę na zewnątrz a ja czułam, jak serce łomocze mi pod żebrami. Po niedługim czasie wróciła, obdarzając mnie zaskoczonym spojrzeniem. Niestety. Ja miałam dokładnie takie samo spojrzenie, próbujące jej mniej więcej powiedzieć " Ej! Ale ja nie wiem o co kaman! Serio! ". Przerwa. Zatrzymała mnie przed wyjściem z sali - Pan Fado jest pani zwolniona już dziś z pozostałych zajęć. Pan Zet poinformował mnie o przygotowywanej przez panią kampanii, proszę zapisać mi tu swojego e-maila, prześlę pani materiały - podsunęła mi swój kalendarz, w którym czym prędzej zapisałam to, o co prosiła. - Pan Zet czeka na panią przed szkołą, powodzenia - rzuciła podejrzliwym głosem patrząc na mnie co najmniej, jakbym jej osobiście nadepnęła na odcisk. Wyszłam z sali, nie mogąc doczekać się, aż dowiem o co w ogóle tutaj chodzi. - Gdzie do cholery są moje notatki! - mruknęłam pod nosem wychodząc z budynku szkoły i udając się w kierunku znajomego już mi auta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Cześć! Dziękuję, że znalazłaś/eś czas by zajrzeć do mnie. Mam nadzieję na kolejne wizyty. Pozdrawiam. Daga