niedziela, 7 stycznia 2018

10. Rozdział dziewiąty

Przez głód nie zwróciłam nawet uwagi na okolicę. A znajdowaliśmy się przecież w okolicach rynku. Zdaje się, że był to Nowy Świat, na którym udało mi się jakiś czas temu być. Uśmiechnęłam się na to wspomnienie. - Mam nadzieje, że obiad smakował? - zaskoczył mnie pan Zet, który razem z Basia wyszedł z bistro. - Tak, dziękuję jestem najedzona aż za bardzo - odpowiedziałam uśmiechając się niepewnie. - Tutaj musimy się pożegnać - usłyszałam Basie, która wyciągnęła w moją stronę swoje ręce do uścisku - bardzo miło było mi cię poznać. Masz mój numer, w razie pytań dzwoń a najlepiej jeśli jeszcze do nas przyjedziesz, koniecznie z noclegiem! Wtedy zabiorę cię na coś mocniejszego - puściła do mnie oczko i przytuliła serdecznie. - Na pewno się jeszcze zobaczymy, bądź spokojna. Dziękuję za wszystko - odparłam niezwykle wzruszona jej otwartością i pozytywną aurą. Pan Zet trzymał dla mnie otwarte drzwi auta, więc udałam się w jego kierunku, wodząc wzrokiem za odchodzącą nową znajomą. - Autobus mam za półtora godziny. Odjeżdża z dworca - powiedziałam do Pana Zet wsiadając do auta. - Rozumiem, zdążymy jeszcze napić się kawy - odparł siadając za kierownicą. - Chętnie potowarzyszę panu w trakcie picia ale sama jestem zmuszona odmówić. Przed podróżą wolę za wiele nie pić, powiedzmy, że mam złe wspomnienia - wydukałam. Spojrzał na mnie co najmniej zaskoczony. - Rozumiem i o szczegóły wolę nie pytać - dodał prawie się śmiejąc. - O rany! Nie w tym sensie! Po prostu... - myślę sobie Fado nie brnij i sama się roześmiałam. Zatrzymaliśmy się na światłach a w oddali było widać słynny Sky Tower, na którego tarasie bardzo chciałabym się kiedyś znaleźć po zmroku. - Proszę się nie tłumaczyć, jeśli chodzi o panią po dzisiejszym dniu, już nic mnie nie zaskoczy. A rano - urwał by wykonać manewr cofania na parkingu - nie chrapała pani. Chciałem zażartować, by rozluźnić atmosferę ale jak się okazało, nie był to żart na miejscu. Zaskoczył mnie tym wyznaniem a ja głupia cały dzień biłam się z myślami rumieniąc się ze wstydu. - Zdarza się - tylko na tyle było mnie stać w tamtym momencie. Zrezygnował z wypicia kawy na rzecz spaceru w okolicach dworca. Robiło się już ciemno ale nie było bardzo zimno. Po intensywnym dniu taki spacer był mi potrzebny, chociaż następną godzinę miałam spędzić w podróży. Wymieniliśmy kilka uwag na temat tego, czego się dziś dowiedziałam. I okazało się na koniec, że nieźle mnie przepytał. Na moje szczęście wybrnęłam z odpowiedzią na każde pytanie. Zaczynałam cieszyć się z tego, że przez swoją głupotę wrobiłam się w przygotowanie tej kampanii. Temat spodobał mi się od samego wejścia do budynku. Nie będzie łatwo, ale z pomocą pana Zet i Basi na pewno sobie poradzę. - Jak widać rozmowa na tematy służbowe o wiele lepiej nam wychodzi, ale obawiam się, że musimy już iść w kierunku przystanku, bo jak rozumiem, nie planuje pani dziś noclegu? - spytał. - Tak, wracam do domu natychmiast. Na dziś dość wrażeń, chyba pan nie zaprzeczy - odparłam  podając mu dłoń i wchodząc do autobusu. - Nie zaprzeczę. Do widzenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cześć! Dziękuję, że znalazłaś/eś czas by zajrzeć do mnie. Mam nadzieję na kolejne wizyty. Pozdrawiam. Daga