poniedziałek, 29 stycznia 2018

23. Rozdział dwudziesty drugi

Początkiem grudnia , kiedy już mogłam mówić, pan Zet był ze mną. Baśka wyjechała, podobno do rodziców pod Kraków. Miałam przejąć opiekę nad naszym gniazdkiem, tak mówił pan Zet. Po śniadaniu któregoś dnia położył przede mną kopertę.
- Pamiętasz, obiecałem ci na początku, że dowiesz się wszystkiego. Dlaczego tu jesteś i jakie mam wobec ciebie plany. - mówił cicho i spokojnie, dotykając tym samym grzbietu mojej dłoni swoim palcem wskazującym, nie spuszczał ze mnie wzroku.
- Mało pamiętam ale wierzę ci na słowo - odpowiedziałam wtedy niczym w amoku i zaczęłam otwierać kopertę. Oglądałam to co było w środku i po chwili z oczu płynął mi wartki potok łez. Był do nich dołączony list, który jednym tchem przeczytałam i czułam po chwili jak świat wiruje mi w około.
- To nie możliwe! Jak mogłeś! Jesteś skończonym sukinsynem! -wykrzyczałam mu w twarz i wybiegłam na taras.
Nie wiem co mną kierowało, ale poczułam znowu siły by walczyć. Od miesiąca chciałam w końcu stąd wyjść. Skierowałam się w stronę furtki, kiedy dojrzałam pana Zet z kocem w rękach stojącego na tarasie. Biegam dalej. Juz blisko. Fado! Dasz rade! Oni nigdy w to nie uwierzą to manipulacja! - próbowałam się pocieszać w myślach.
Kiedy nagle usłyszałam pikanie. Coś przy mojej nodze. Nie zwolniłam kroku choć pikanie było głośniejsze i szybsze. Pik Pik Pik Pik. Już prawie dotykałam dłonią furtki, aż poczułam jak przeszywa mnie prąd. W pierwszej chwili byłam pewna, że to przez mój strój. Byłam w samej piżamie i w dodatku boso w grudniu na dworze, na ogródku gdzie leżał już pierwszy śnieg. Ale nie. W mojej bransoletce włączyło się zabezpieczenie. Przekroczyłam dopuszczalną granicę więc poraził mnie prąd. Czułam paraliż i jak pan Zet owija mnie kocem i niesie do domu.
- Oj głupiuka jesteś Fado. Głupiutka. Tak bardzo chcesz być chora? Nie mogę na to pozwolić! - wyszeptał mi do ucha
Dopiero kiedy wypiłam dwa kubki gorącej herbaty, połknełam jakieś tabsy zrobiło mi się lepiej. Leżałam w swojej sypialni a w rogu na fotelu siedział pan Zet. Robił tak od kilku tygodni. W dzień. Najczęściej w nocy. Dlatego teraz ten widok mnie nie przestraszył.
- Jak zdażyłas się zorientować nie jesteś już tam potrzebna. Oni powoli o tobie zapominają Fado więc radze ci się dobrze zastanowić nad moją propozycją. Baśka będzie cię systematycznie wprowadzać w szczegóły po powrocie.
- Wiem, że oni nigdy nie uwierzą w te bzdury. Nie luby. Nie dziewczyny. Oni mnie szukają czuje to. I znajdą! - płakałam
- Obawiam się, że się myślisz. Poświęciłem wiele czasu żeby wszystko zorganizować tak, by nawet przez chwilę nie mieli wątpliwości, że sama z własnej woli wybrałaś taki los. I nie radzę ci więcej mi się stawiać - teraz już stał nad moim łóżkiem - Pamiętaj, jeśli będziesz grzeczna i uległa w stosunku do mnie, ja ci się co jakiś czas odwdzięczę takimi zdjęciami, żebyś mogła się przekonać jakie życie prowadzą twoi bliscy, ale już bez ciebie - szeptał ostatnie słowo prosto do mojego ucha, dłonią wytarł spływające po moich policzkach łzy.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cześć! Dziękuję, że znalazłaś/eś czas by zajrzeć do mnie. Mam nadzieję na kolejne wizyty. Pozdrawiam. Daga