niedziela, 7 stycznia 2018

11. Rozdział dziesiąty

Jest poniedziałek.W robocie zajęć tyle, że nie ma się kiedy przysłowiowo podrapać po dupsku. Ale to dobrze, lepiej jak leci. Nauczona doświadczeniem z poprzedniego tygodnia, do rurek założyłam dziś botki na płaskim obcasie. Umówmy się, bieganie po schodach urzędu w obcasach jest przereklamowane. Znam już rozmieszczenie pokoi urzędu, kojarzę ludzi z twarzy, a co najważniejsze, mam już za sobą spotkanie z szefem - czyli burmistrzem. Ot, ja skromna stażystka byłam oddelegowana dostarczyć dokumenty do sekretariatu, gdzie akurat zjawił się szef i uraczył mnie kilku minutową wymianą zdań.
 Jest trzynasta a więc czas na kawę, udałam się więc do pokoju socjalnego, by takową sobie przygotować, zanim usiądę przy biurku na ostatnie półtora godziny pracy. - Jak się podoba praca w urzędzie? - zaskoczyła mnie pytaniem Ania, która jeszcze w zeszłym tygodniu okazywała mi swoją niechęć za odchodzącą z mojego miejsca koleżankę. - Dziękuję, jest całkiem całkiem. Podoba mi się. - odparłam wsypując do kawy trzy łyżeczki cukru. - To świetnie - dodała - bo wiesz, nie bierz do siebie mojego zachowania sprzed tygodnia, byłam zła na szefa, że nie przedłużył Uli stażu a oberwało się tobie - próbowała z twarzą wybrnąć z sytuacji. Oho! - myślę sobie - Nie ma sprawy, nie jestem tu od tego, żeby mnie lubić. Niech każda z nas robi swoje i będzie cacy - dodałam wlewając mleko i udając się do wyjścia. - Czeka na mnie stos dokumentów na biurku, na razie - uśmiechnęłam się pojednawczo. - Ok, do zobaczenia - chyba dotarło do niej, że nie szukam w pracy przyjaciółek. Apropo, jestem z moimi umówiona w Cafe Staszica zaraz po mojej pracy i mam zamiar wciągnąć bezę. Ale póki co, do roboty!
- No jesteś wreszcie! - wycedziła Gusia między jednym a drugim kęsem muffiny. - Jestem, lepiej później niż wcale! - burknęłam. - Ktoś tu ma nos zawieszony na kwintę - upomniała mnie Mag - aż tak bardzo zły dzień? - spytała Mag. - Zaraz wam opowiem, tylko sobie zamówię co nieco - udałam się złożyć zamówienie. Lubię to miejsce, choć w Ulu bardziej mi się podoba, ale tam nie mogę już nic jeść. - Myślałam już, że nie ogarnę tych dokumentów do końca dnia, ale się udało - zaczęłam spowiedź wracając do stolika. A co u Was? Chcę szczegółowy raport - dodałam. - Noo, chyba nie myślisz, że puścimy temat wyjazdu z panem Zet mimo uszu. Masz nam tu pierwsza wszystko opowiedzieć, ze szczegółami - nakazała Gusia udając, że zaczyna chrapać. - Ty świnio! Już wam nic więcej nie napisze! - próbowałam się obruszyć ale po chwili wszystkie wybuchnęłyśmy śmiechem. - Nie chrapałam, to był żart - kontynuowałam. - Noooo, ten cały pan Zet nie wie jeszcze, że z naszą Fado trzeba umieć żartować - kąśliwie rzuciła Mag i znowu się roześmiałyśmy. - Ciszej laski, bo nas stąd wyrzucą a nie tknęłam jeszcze bezy. - próbowałam uspokoić moje przyjaciółki, które rozbawione moją sytuacją najwyraźniej zapomniały jak należy się zachować w miejscu publicznym. Potem opowiedziałam im ze szczegółami co się działo we Wrocławiu i jak spędziliśmy w końcu z Lubym naszą rocznicę. - Wróciłam do domu skonana, mając nadzieję, że gorący prysznic mnie otrzeźwi bo Luby na pewno będzie chciał się poprzytulać - próbowałam jak najdelikatniej opisać im sytuację, gdyż obok siedziały dzieci. Lokal jest niewielki i w zasadzie każdy każdego słyszy. - Chodzi ci o sex? -  wcale nie cicho wycedziła Gusia. Jej zdolność do mówienia wprost mnie czasem przeraża. - Tak, ale nie musisz o tym trąbić na całą kawiarnię - upomniałam ją biorąc do ust jeden z ostatnich kawałków przedobrej bezy i uśmiechnęłam się zgryźliwie. - Oj tam, oj tam! Wszystko dla ludzi - dodała Mag. I znowu zaczęłyśmy chichotać.- Noo i co?? - ciągnęła Gusia patrząc na mnie unosząc swoje brwi - Co, co? - dopytywałam - Był ten sex!? O sorry, raczej przytulanie - dalej drążyła temat Gusia. - Nie było! - sama nie wiem, czy powiedziałam to bardziej ze smutkiem czy z radością - Usnęłam zanim Luby wyszedł z łazienki i taka oto była rocznica. - Mógł cię rozbudzić przecież, faceci! Czasem trzeba myśleć za nich - podsumowała Mag.
Nie wiadomo kiedy minęły dwie godziny, zrobiło się już ciemno i  po pożegnaniu każda z nas udała się do swojego domu. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cześć! Dziękuję, że znalazłaś/eś czas by zajrzeć do mnie. Mam nadzieję na kolejne wizyty. Pozdrawiam. Daga