poniedziałek, 15 stycznia 2018

18. Rozdział siedemnasty

 - Ożesz kurwa mać! Ale kwas! Jechałeś jak szalony! Nie mogłem za tobą nadążyć!
 - Milcz i zorientuj się lepiej, na którym kilometrze jesteśmy! - O! to jest głos pana Zet, poznaje go.
 - O ja pierdole jak tu karetka dojedzie,  chyba z sześć aut jest skasowanych! - to znowu ten głos, który rzuca mięsem.
- Nie wiem jak to zrobimy ale musimy ją stąd wynieść. Czuje puls. Przespała pół drogi, może nawet nie pamiętać co się stało. Lepiej dla nas! - jakie lepiej! Ja wszystko słyszę. Halloo! O raju przeklęty paraliż.
 - Masz  wszystko w bagażniku? Przeniesiemy ją do twojego auta. Jest ciemno, może nikt się nie zorientuje, jest zamieszanie.
 - Dawaj Zet! Słyszę karetkę. Chyba jadą z przeciwnej strony!
 - Jest sztywna, noga utknęła jej w kostce!! I jeszcze tego brakuje!  - panie Zet prooooszę ostrooożnie z moooimi nooogami - dukam ale tylko ja to słyszę w swojej głowie.
- Kurwa na co czekasz! Aż sama noga z jebanej dziury wyjdzie. Ciągnij! w najlepszym wypadku tylko skręcisz jej kostkę! - niemal krzyczy rzucacz mięsem
- A niech to! Sorry maleńka ale muszę! -  i po chwili słychać zgrzyt, z którego ja się nawet cieszę, boto znak, że paraliż mija i udaje mi się nawet otworzyć oczy. Nadal jednak nie mogę wydobyć z siebie ani słowa. Ból się nasila. Ból karku i teraz stopy.
- Obudziła się!  Gdzie masz tą strzykawkę! - krzyczy pan Zet a mi na samą myśl o strzykawce robi się słabo, jeszcze bardziej niż do tej pory. I widzę, jak pan Zet poprawia mi głowę na zagłówku - ooo! Ale ulga! I dziękuję mu w myślach za uratowanie mojego karku przed skręceniem. I widzę też igłę zbliżającą się do mojej szyi. O nie. Gorąco mi i zimno na zmianę. Czuje wkłucie i jak coś rozprzestrzenia mi się w żyłach . Podnoszą mnie z siedzenia. Jest już ciemno. Słyszę karetkę. Niosą mnie do karetki. Jak dobrze. Musze zadzwonić do Lubego.
 - Torebka ! - krzyczy pan Zet trzymając mnie na rękach. Nikt mnie nigdy na rękach nie nosił, nawet Luby. Chwila. Co się dzieje. Chce mi się spać. Czemu zamiast w karetce Pan Zet układa mnie na tylnym siedzeniu innego samochodu. Nagle zasypiam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cześć! Dziękuję, że znalazłaś/eś czas by zajrzeć do mnie. Mam nadzieję na kolejne wizyty. Pozdrawiam. Daga