W tym tygodniu miałam samotne popołudnia w domu bo Luby spędzał ten czas w pracy. Żeby nie marnować piątkowego wieczoru, już rano zaplanowałam sobie przysiąść nad notatkami, które zrobiłam w firmie pana Zet. Nic bardziej mylnego. Po pracy nabyłam w markecie moje ulubione winko, aby robota lepiej mi szła i czym prędzej maszerowałam do domu, by nie tracić czasu. To nie był ciężki tydzień w pracy, na szczęście - bardziej martwiło mnie to, czy aby za dużo na siebie nie wzięłam. Mijaliśmy się z Lubym, praktycznie rozmawiając większość czasu w smsiakach. Kiedy wracał z pracy, ja już smacznie spałam odurzona moimi tabsami. Kiedy zaś ja rano wstawałam, on dosypiał przed pracą. A dom, kiedy go nie było był pusty. Choć uwielbiam moje poddasze, jest w pusto samej.
Na klatce spotkałam sąsiadkę, która powiedziała mi, że dziś pytał o mnie pewien mężczyzna, ale się nie przedstawił. Chciał się dowiedzieć pod którym numerem mieszkam. Na całe szczęście mamy tutaj zgraną społeczność i nikt obcemu pary z ust nie puści. Podobno pogoniła faceta gdzie pieprz rośnie podkreślając od razu fakt, że było w jego oczach coś dziwnego. Ostrzegła mnie tym samym, żebym miała się na baczności. - Bez przesady pani Broniu, nie ma co panikować ale dobrze, obiecuję że będę na siebie uważać - odpowiedziałam zbywając ją... a w myślach miałam tylko fakt, kiedy wyjmę korek z butelki i naleję winka do schłodzonego wcześniej w lodówce kieliszka.
Minęła prawie godzina zanim to zrobiłam. Przygotowałam sobie sałatkę z brokułem, nalałam winka zapaliłam świece, włączyłam cichutko muzykę i odpaliłam laptopa. Zostało tylko przygotować notatki i wyjąć dyktafon. Zaglądnęłam do torby, przeszukałam biurko i szafki. Zajrzałam we wszystkie miejsca, w których mogłabym je zostawić, próbując sobie przypomnieć, co z nimi zrobiłam w sobote po powrocie. Pamiętam, że byłam padnięta i odrazu z przedpokoju wskoczyłam pod prysznic. O raju! Nalałam kolejną lampkę wina, wdech wydech - Myśl Fado! To się nie dzieje! Usiadłam i na spokojnie przeanalizowałam, gdzie mogły by być moje notatki. Firma, Bistro i auto pana Zet. Nie możliwe, by mi wypadły bo miałam zamkniętą torbę. Ale chwila, chwila. Wyszłam po obiedzie zadzwonić do Lubego i torba została w Bistro. Nie! To nie możliwe. - próbowałam zebrać myśli przy trzecim kieliszku wina.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Cześć! Dziękuję, że znalazłaś/eś czas by zajrzeć do mnie. Mam nadzieję na kolejne wizyty. Pozdrawiam. Daga