poniedziałek, 15 lutego 2016

37. W nocy obudził ją telefon.
- Dzień dobry, było włamanie do pani Bistro. Jest pani w stanie przyjechać na miejsce teraz?
- Oczywiście!
Dopiero zaczynała działać tabletka na sen. Ledwo była w stanie nałożyć dres na piżamę. Nie mogła otworzyć do końca oczu. Była jak w letargu. Zbiegła po schodach mało się nie wywracając. Dopiero powiew mroźnego powietrza ją otrzeźwił. Za niedługą chwilę była na miejscu.
Pod Bistro stał patrol policji, straż pożarna i właśnie odjeżdżała karetka pogotowia i karawan!
Policjant nie chciał jej przepuścić.
- Tu nie można wchodzić! Proszę się odsunąć!
- Można. To moja knajpa. Było włamanie, dzwoniono po mnie!  - krzyczała
- Włamanie i zabójstwo... - urwał policjant i zawołał wysokiego mężczyznę.
- Kacper! Ta pani jest.... - nie dokończył
- Wiem! Cześć Fado! Chodź, proszę ze mną, wszystko ci wyjaśnię. - mówił cicho, praktycznie szeptał jej do ucha.
- Ale o co chodzi? Mówiono mi o włamaniu! A ja widzę odjeżdżający karawan i miejsce otoczone taśmą policyjną! - zakręciło jej się w głowie na widok krwi przy wejściu do knajpy
Drzwi były jednak zamknięte.
- Masz klucze? - spytał
- Mam. Weszli od zaplecza. - domyśliła się
W środku nie widać było żadnego włamania. Dopóki nie otwarł drzwi na zaplecze. Przewrócona lodówka, na podłodze pełno krwi.
- Skończyliście!? - zwrócił się do mężczyzn, którzy najwidoczniej zbierali pozostałe ślady.
- Tak! Możesz zaczynać. - odpowiedzieli

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cześć! Dziękuję, że znalazłaś/eś czas by zajrzeć do mnie. Mam nadzieję na kolejne wizyty. Pozdrawiam. Daga