29.
- Mamy to! - przybiła piątkę Gusi. Wszystko załatwione. teraz tylko czekać na kasę.
- Bierzemy taksówkę, czy idziemy pieszo? - spytała Gusia
- Gdzie?
- No do szpitala! dasz mi kluczę ja wrócę do domu i potem po ciebie przyjdę lub przyjadę jak dasz znać.
- Ale...
- Nie ma żadnego ale. Idziesz tam i nie ma odwrotu rozumiesz! Osobiście cie tam zaciągnę, prośbą albo groźbą wybieraj.
- Ok.
Przed oddziałem musiała zakupić specjalne obuwie i fartuch jednorazowy. Była pół godziny przed czasem. Nie szukała sali. Z własnych doświadczeń przedoperacyjnych wiedziała, że muszą go wywieść z sali na salę operacyjną, która znajdowała się poza oddziałem. Ręce jej się trzęsły, łzy spływały z oczu... Nie czekała długo. Specjalne łóżko podjechało ciągnięte przez pielęgniarki pod jedną z sal.
- Panie XXXX zapraszamy. Już czas.
Z sali o własnych nogach wyszedł mężczyzna w średnim wieku odziany jedynie w koszulę operacyjną. Położył się na łóżku i wpatrzony w sufił wpatrywał się w mijające go lampy. Był coraz bliżej niej. Głoś ugrzązł jej w gardle. Z kieszeni wyjęła łańcuszek z podkową.
Zatrzymała pielęgniarki. Wsunęła mu w dłoń łańcuszek i wydusiła z siebie przez łzy tylko:
- Jeszcze nie czas, bym ja go nosiła. Czekam tu na ciebie Tato.
- Dziękuję, odpowiedział - nie zasłużyłem na to córeczko.
Potem miesiąc po operacji na pogrzebie włożyła ten łańcuszek na swoją szyję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Cześć! Dziękuję, że znalazłaś/eś czas by zajrzeć do mnie. Mam nadzieję na kolejne wizyty. Pozdrawiam. Daga