Niedziela, 9 października
Słoneczko pięknie świeciło, kiedy byliśmy z Lubym w drodze do szkoły, była dopiero dziewiąta rano. Tak, zdecydowałam się pojechać a Luby stwierdził, że chętnie mi potowarzyszy i rosołek zamienimy na obiadek w naszym ulubionym Bistro. Miałam wrażenie, że mój małżonek na wiadomość o telefonie od wykładowcy pokręcił nosem, mimo wszystko nie dał po sobie poznać, że jest zaskoczony. A wiem, że był, znam do do licha! Sama byłam zaskoczona i powiem szczerzę, cieszyłam się, że mi towarzyszy.
Na co innego chyba liczył wykładowca kiedy zobaczył, że oprócz mnie do gabinetu wchodzi ktoś jeszcze. Wymienili uściski dłoni i Luby usiadł w oddali i przysłuchiwał się naszej rozmowie.Pan Zet nie był taki swobodny jak na zajęciach i to od razu wzbudziło moją ciekawość. Tak, ciekawość. Byłam go zwyczajnie ciekawa. Poinformował mnie, że skoro wybrałam stworzenie projektu kampanii reklamowej jego firmy, musiałabym poznać ją od środka. - Zostanie pani zwolniona z zajęć w przyszłym tygodniu i postaram się przybliżyć pani specyfikę firmy od kuchni. W sobotę będzie straszny młyn ale w niedzielę na pewno uda się pani porozmawiać z pracownikami rożnych działów. Chcę by pani również wiedziała, że pani projekt zostanie dołączony do innych, które ubiegają się o wyłączność w prawach autorskich kampanii. - Chce pan powiedzieć, że moja żona ( z naciskiem na moja ) ma dwa dni z rzędu jeździć do Wrocławia? - zdecydowanym tonem wtrącił się Luby. Ubiegł moje pytanie. - Ależ oczywiście, że to mija się z celem - firma ma umowę z hotelem więc zostanie tam wynajęty pokój dla pani Fado. - odburknął jak stary belfer pan Zet. - Chcę zaznaczyć, że każdy z słuchaczy odbywa takie szkolenia na terenie wybranych firm i również są zwalniani z zajęć - powiedział patrząc już na mnie, jakby chciał uspokoić moje myśli. - Jeśli to wszystko - wydukałam tylko i podniosłam się z twardaka. - Tak, resztę omówimy telefonicznie w piątek, jeśli to pani odpowiada. - Podając mi rękę palcem musnął mocniej moją obrączkę a może mi się tylko zdawało...
Luby nie miał o Panu Zet dobrego zdania i nie mógł zrozumieć dlaczego nie wybrałam jakiejś firmy w naszym mieście tylko akurat - jak to podkreślił - Jego firmę. Nie mogłam mu przecież wytłumaczyć, że to zwykły przypadek i najchętniej bym wszystko odwołała ale w końcu muszę sprostać zadaniu a raczej swojej głupocie.
Potem już zapomniałam całkiem o tej sytuacji, bo spędziliśmy cudowny dzień,początkowo jedząc pyszny domowy obiadek w Bistro a potem spacerując po mieście. Dużo rozmawialiśmy, bo prawdę mówiąc nie ma na to czasu w ciągu tygodnia. Udało nam się również zjeść pyszne, naturalne lody i kupić kilka drobiazgów do domu. Planowaliśmy również uczczenie naszej rocznicy ślubu, która przypada akurat na moim pobycie we Wrocławiu.
Wieczorem byłam umówiona z Gusią i Mag, Obie chciały wiedzieć co ze spotkaniem.W smsiakach miałyśmy wspólny czat, gdzie pisałyśmy we trzy. Spotkanie o 18? - napisalam - Nie mam sprzeciwu - odpowiedziała Gusia. - Jestem za! - po chwili dodała Mag.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Cześć! Dziękuję, że znalazłaś/eś czas by zajrzeć do mnie. Mam nadzieję na kolejne wizyty. Pozdrawiam. Daga