niedziela, 25 września 2016

5. Rozdział czwarty

Sobota, 8 października
Co za pogoda! Całe szczęście ubrałam już kozaczki, inaczej przemokłyby mi stopki. Od przystanku nie jest daleko do szkoły, ale w deszczową pogodę nawet sto metrów nie gra roli. Nie miałam kompletnie nastawienia na słuchanie wykładów, ale trzeba było się skupić, bo to ważne zagadnienia do egzaminu końcowego. Uznałam za bezsensowne przepisywanie tych bazgrołów na nowo w domu więc musiałam ponownie nauczyć się pisać szybko i wyraźnie. Trening czyni mistrza, opanuję tą sztukę. To oszczędzanie czasu, którego w domu i tak nie mam za wiele. Dobra, nie oszukujmy się nie mam go wcale.
 Było deszczowo a więc każdy siedział na zajęciach jak na skazanie. Jesień moi mili. Ja jednak nie dam się jesiennej chandrze, przynajmniej spróbuję. Kiedy w przerwie każdy leciał do kawiarenki po kawę ja z bidonu sączyłam wodę z cytryną i miętą. Byłam jakby w innym świecie, fizycznie siedziałam na twardaku ale myślami byłam w domu i zastanawiałam się, ile czasu dziś zajmie mi czytanie kodeksu administracyjnego, kuźwa  w dodatku ze zrozumieniem.
Podobały mi się zajęcia, w których każdy mógł wykazać inwencję twórczą tworząc model własnego opakowania dowolnego produktu. Tutaj ważną rolą jest wybór koloru opakowania, Trzeba było od podstaw stworzyć opakowanie, przeznaczenie i wybrać określoną grupę odbiorców.
Zagadnienia teoretyczne dotyczące kampanii reklamowych rozbudziły mnie w końcu. Zdobyłam nawet plusa udzielając się niejako najbardziej w grupie. A potem było tylko odliczanie do końca zajęć i radość, kiedy oznajmiono nam, że niedziela jest wolna. Wykładowcę złapała grypa. Wolna niedziela - pisałam w smsiaku do Lubego. Na co w odpowiedzi dostałam - W takim razie żonka zrobi pyszny rosołek. A pewnie, że zrobię. I pójdę do kościółka i odwiedzimy rodzinkę i oglądniemy film...
Aż się zamyśliłam z wrażenia i kompletnie zgubiłam wątek, który omawialiśmy na zajęciach. - A pani co o tym sądzi? - poczułam rękę wykładowcy na swoim ramieniu, który akurat zmierzał z końca sali w kierunku tablicy. Taki miał zwyczaj, obserwować nas kiedy my go tylko słyszymy. - Jestem za! - rzuciłam bez namysłu i od razu tego pożałowałam. - Czyżby - z wrażenia aż złożył dłonie jak do modlitwy a reszta grupy aż zamilkła z wrażenia. Dopiero siedzący obok Tomek szepnął mi na ucho jakie było pytanie. Rozmawialiśmy o kampaniach reklamowych różnych firm i wykładowca rozdzielając tematy spytał, czy jest osoba, która zajęłaby się kampanią reklamową firmy, w której on pracuje... Jakoś musiałam wybrnąć z sytuacji... - Lubię wrocławskie metro - wycedziłam i zamrugałam szybko powiekami, kiedy na mnie spojrzał. Ale się wpierdzieliłaś dziewczyno - myślałam potem. porwałam się z motyką na słońce i obiecałam sobie nie wyciągać telefonu na zajęciach już nigdy. No dobra, dobrze wiem, że to nie przejdzie. Więc będę starała się mniej zamyślać. Na początku zajęć przecież opowiadał nam o swojej firmie. To wielka korporacja, jak mogłam się tak wkopać...
Koniec zajęć, jak dobrze. Do autobusu została mi jeszcze godzinka, więc wybrałam się do pobliskiej galerii.  Pomyślałam, że połączę przyjemne z pożytecznym i z kubkiem kawy przemierzałam galerię i robiłam notatki na dyktafonie. Dostałam go w prezencie od Gusi na urodziny i teraz wiem, że przyda mi się w nauce jak znalazł. Zatrzymałam się przy wystawie EMPIKu, ale chyba dlatego, że lubię książki i ciekawiło mnie co takiego na niej umieścili. Weszłam więc również do środka i zaczęłam obserwować zachowania klientów, przy jakich dziedzinach literatury jest ich najwięcej w sobotnie popołudnie. Spędziłam tam o wiele za dużo czasu mało nie spóźniając się na autobus. Nadal padało, lubię deszcz jest dobry dla alergików, ale nie w czasie gdy muszę biec na przystanek... W drodze do domu zostawiłam nagrania i puściłam w słuchawkach muzykę, rozmyślając co ja najlepszego zrobiłam, mało mi wrażeń to sobie jeszcze wycieczki do stolicy województwa zafundowałam.
Robiło się już szarawo na dworze a co dopiero będzie pod koniec miesiąca, kiedy przestawimy zegarki... Kiedy byłam już pod samym domem, zadzwonił telefon z obcym numerem na wyświetlaczu.
- Pani Fado? - Tak, przy telefonie. - Tutaj pan ZET, czy mógłbym zająć chwilę? - mój opiekun grupy, czego może chcieć, no tak moja gafa z kampanią reklamową jego firmy na pewno zrobiła na nim wrażenie. Może powie mi, że oczywiście mogę się wycofać - W czym mogę pomóc - powiedziałam niepewnym głosem- Czy mogłaby pani przyjechać jutro do szkoły? - usłyszałam - Ale nie mamy zajęć przecież. - zaskoczona odpowiedziałam - Tak wiem. Chodzi o pani projekt, ale to nie rozmowa na telefon, będę w szkole do południa, nalegam na spotkanie. Liczę na panią. Do widzenia. - i urwał połączenie... Nie powiem, żebym zareagowała jakoś specjalnie inaczej niż powinnam w tej sytuacji. - a o chuj mu chodzi...nie mógł mi powiedzieć tego przez telefon tylko koniecznie chce się spotkać - pomyślałam i  zupełnie w innym świecie weszłam do domu zastanawiając się co powinnam zrobić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cześć! Dziękuję, że znalazłaś/eś czas by zajrzeć do mnie. Mam nadzieję na kolejne wizyty. Pozdrawiam. Daga