sobota, 24 września 2016

3. Rozdział drugi.

Piątek, 30 września
Może do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć? Może pewnymi rzeczami można się zwyczajnie znudzić? Wstaję, sprzątanie, pranie, gotowanie, zakupy, leżenie plackiem na kanapie i tak cholera jasna w kółko! - Ale co? Chciałaś to masz! Tak. Mam to na własne życzenie, mogłam powalczyć o siebie już kilka lat temu! Ale, ale! Dobrego złego początki. Podniosłam się. Dosłownie i w przenośni kiedy jakiś, jakby to ująć dosadnie - pieprzony kierowca rajdowy w centrum miasta wrzucił sobie mnie na maskę swojego autka na przejściu dla pieszych! I to prawda, że w takich chwilach życie staje człowiekowi przed oczami - ja się nawet żegnałam w myślach z wszystkimi.
Tyle razy ciocia mówiła, poczekaj sekundę dłużej i upewnij się, że możesz przejść bezpiecznie. Jeden gość się zatrzymał a drugi miał to w dupie. Śpieszyło mu się i mnie też się śpieszyło - tyle, że mnie to zgubiło! Konsekwencje? Złamana noga, lekkie wstrząśnienie mózgu i ponad dziesięć dni w szpitalu. Tak przerażonego Lubego nie widziałam nigdy, no dobra widziałam kiedyś w nocy, kiedy jechała karetka na sygnale a On zerwał się ze snu - podbiegł do okna i krzyczał FADO!! W końcu mamy tylko siebie i jak jedno skończy żywot to świat drugiego legnie w gruzach. Ale zanim tam na górze świeczka nad zgaśnie to chyba jeszcze troszkę zdążymy z tej naszej rewolucji życiowej skorzystać.
Wracając, tam w szpitalu jak leżałam plackiem to chcąc nie chcąc przyszła mi ta rewolucja do głowy. Urząd pracy zaproponował staż, - BIORĘ! cokolwiek by to było, no dobra cokolwiek zgodnego z moimi przeciwwskazaniami  zdrowotnymi. Potem był wykonany telefon do szkoły, CHCĘ BYĆ TECHNIKIEM! I jakoś to wszystko poszło. Kurde znaczy się, jakoś to wszystko pójdzie dopiero, bo jutro pierwszy dzień szkoły a za trzy dni pierwszy dzień stażu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cześć! Dziękuję, że znalazłaś/eś czas by zajrzeć do mnie. Mam nadzieję na kolejne wizyty. Pozdrawiam. Daga