3. Mag miała wyrzuty sumienia, że dała się tak podejść. Wiedziała, że przez te kilka dni jej pobytu w zapyziałej dziurze Fado skutecznie starała się ukryć to, co naprawdę w niej siedziało. Nie mogła sobie darować, że tym razem nie mogła tego przewidzieć. Kiedy obie mieszkały obok siebie to właśnie Mag wkraczała w takich sytuacjach do akcji - wyciągała Fado siłą z domu lub zostawały w nim, by spokojnie pogadać - czasem zwyczajnie pomilczeć. Propozycja lepszej pracy była jednak dla Mag strzałem w dziesiątkę, dlatego zdecydowała się wrócić tam, skąd pochodziła. Potem już Fado radziła sobie z tym wszystkim, na swój sposób.
- Teraz trzeba ją postawić na nogi - pomyślała z uśmiechem mijając znajome już okolice. W tej właśnie chwili Fado zbudziła się z niedźwiedziego snu, więc Mag zjechała do zajazdu.
- Ile jechałyśmy? Mam nadzieję, że Ci nie chrapałam za bardzo. Oj, misia - co ja bym bez Ciebie zrobiła. A teraz pozwól, że Cie opuszczę i śmignę do kibelka. - Ze znajomym błyskiem w oku, Fado udała się do toalety za potrzebą.
To te środki nasenne tak na nią działały, uspokajały więcej niż powinny. Mag wyjęła termos z bagażnika, rozłożyła na stole przed karczmą serwetkę, wyjęła kubki i podziwiając swoje tereny z niepokojem czekała na powrót Fado.
- Kawa! Kurde, ale tu pięknie! - rozglądając się wokół Fado upiła łyk kawy.
- To jeszcze nic misia, zabiorę Cię w takie miejsca, że oczy Ci zbieleją. Ale powiedz, jak się czujesz? - niepewnie zapytała Mag.
- Nic nie czuję! I to jest w tym wszystkim najlepsze! Proszę Cię, odłóżmy tą rozmowę na wieczór, teraz chcę chłonąc to, co widzę. - powiedziała odpalając papierosa.
Mag wiedziała już, gdzie zabierze Fado jak tylko wrócą do domu i zjedzą porządny obiad - kolację. To musi się Fado spodobać, tylko wcześniej trzeba zabrać ze sobą stos chusteczek higienicznych, tabletki i kremy.
. . .
- I po co mi wiążesz te oczy? Czuję, jakbym się wspinała na śnieżkę! Daleko jeszcze? Kazałaś mi zjeść tonę jedzenia, deser a teraz to... - Aa aaa psik! Cholera! Czuję bujną roślinność. - dało się słyszeć monolog Fado, prowadzonej grzecznie pod rękę przez śmiejącą się po cichu Mag.
- Gadaj sobie zdrowo, chcę Ci przypomnieć, że obiecałaś porozmawiać zemną wieczorem. Jest wieczór, a ja Ci sprawiam dogodne warunki do rozmowy Fado. Nie wykręcisz się już. Stad do domu daleko.
- Dobra, masz to jak w banku! Aaa psik! Daj mi tylko wody i chusteczkę. Porozmawiamy!
- Gotowa!? - spytała Mag
- Ale na co? Mówisz tak, jakbym miała mieć przed sobą cały świat u stóp... Dalej! Zdejm mi wreszcie tą opaskę i daj porządnie wydmuchać nos! Aż nie wierzę, że skazujesz mnie na takie męki...
- 3...2...1... - oto moje dzieciństwo misia, dzielę się z Tobą tymi widokami, doceń to! - powiedziała Mag odsłaniając Fado oczy. A ta ze zdumienia zaczęła przecierać swoje i tak już załzawione od kataru, otworzyła szeroko usta i opadła na trawę...
- Zakochałam się...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Cześć! Dziękuję, że znalazłaś/eś czas by zajrzeć do mnie. Mam nadzieję na kolejne wizyty. Pozdrawiam. Daga