18. Stanęła w miejscu i czuła, że za nic nie może się ruszyć. Jakby ogromny kamień był przytwierdzony do jej stóp. Z daleka dostrzegła błysk w jego oczach, ten który zawsze pojawiał się, kiedy cieszył się na jej widok. Przecież nie może tak po prostu odwrócić się i odejść w przeciwnym kierunku, nie może? Czy może nie chce. Mijają sekundy a Fado zdaje się jakby ta chwila trwała wieczność. Głęboki wdech, szybki wydech... Idzie w jej kierunku, już czuje zapach jego wody toaletowej... To ten sam zapach, który podarowała mu na ich pierwszą wigilię po ślubie...
- O czym ja myślę... - łajała się w myślach - Czas stawić temu czoła.
- Cześć... - wydukała niepewnie i cicho westchnęła...
- No witaj Fado! A więc wróciłaś... - z uśmiechem powiedział Mat, jej mąż - były mąż
-Tak, jak widać... Wiem, że miałam się do ciebie odezwać ale mam teraz sporo ważnych spraw na głowie...
- Aha... a nasza sprawa nie jest ważna? - spytał podejrzliwie
-Przestań, nie w tym rzecz. Jutro mam badania, potem chcę pójść do fryzjera. Około 11 będę wolna, jeśli ci to pasuje, to spotkajmy się w ULU. - mówiła
-Oczywiście, że pasuje. Dziękuję ci Fado. - widać było zadowolenie na jego twarzy.
Fado wróciły wspomnienia, już ponad rok jest rozwódką. Wcale się nią nie czuje. Ale od powrotu do domu zaczęła zdawać sobie sprawę z tego, że coraz częściej wraca myślami do czasów małżeństwa z Matem. To były piękne trzy lata, można by nawet powiedzieć że była szczęśliwa. Do momentu kiedy okazało się, że Mat nie może mieć dzieci. Ona szukając innego wyjścia poświęciła się szukaniu informacji o adopcji a on zaczął się od niej odsuwać. Aż w końcu zdradził ją...
- Muszę już iść. Do jutra - wyzwała się z zamyślenia i udała się w kierunku domu.
Arti miał dyżur do wieczora więc popołudnie spędziła pod kocem przy ulubionym serialu MM i lampce wina. Kiedy wrócił siedli do kolacji.
-Fado, poszłabyś jutro zemną na cmentarz?
- Pewnie, że tak! Sama chciałam się wybrać na grób mamy i Beti.
- Właśnie, też tego chcę. Dziękuję. To co? Koło południa, podjadę po ciebie do fryzjera... - ciągnął rozmowę przeżuwając kanapkę.
- No bo widzisz, spotkałam w mieście dziś Mata. I na jutro się z nim umówiłam... Już tak długo zwlekałam z tym spotkaniem, że dziś nawet nie wiedziałam jak mu odmówić. Ale jak tylko skończę z nim to zaraz do ciebie zadzwonię.
- Dobra. To dobre rozwiązanie, pogadacie i może coś w końcu się wykluje.
- Wykluje? Co masz na myśli... - dopytywała brata
- Ty już wiesz co! - droczył się Arti - moja kolej zmywania hę? - dopytywał
- Tak! Twoja. Dziękuję, idę do siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Cześć! Dziękuję, że znalazłaś/eś czas by zajrzeć do mnie. Mam nadzieję na kolejne wizyty. Pozdrawiam. Daga